Co jest najlepsze?
Dziergasz skarpetkę, w kółko, w kółko, włóczka specjalna, kolorowa, sama robi paseczki, oczko za oczkiem, jaki kolejny kolor, a może ten kawałek w ciapki, co będzie następne?
A może to lepsze?
Budzisz się o 3 w nocy. Dziecko do szkoły pilnie potrzebuje tektury i ołówków, mama zażądała asysty do lekarza — już nie zaśniesz. Ale przecież masz robótki — te skarpetki całkiem dobrze wyszły, ale jakie będą następne, może zrobić mały ażurek, albo takie zupełnie proste, bez pięty? Robisz w głowie przegląd włóczek, masz ich tyle… a sen wraca niepostrzeżenie.
Bycie tu i teraz
Nie od dziś wiadomo, że medytacja robi dobrze na głowę. Czymże innym jest powtarzalna czynność — prawe, lewe, prawe, lewe…? Albo oczko, półsłupek, oczko, półsłupek — i tak przez całą chustę?
Mądre głowy mówią nam, że bycie tu i teraz to ratunek dla zabieganego umysłu. Prułaś kiedyś? Też nie lubię. Ale jeśli się zdecyduję, to oczko po oczku — pyk, pyk, pyk, oj, jak można zanurzyć się w tym procesie — wypisz wymaluj tu i teraz.
Twój czas
A może najlepsze jest wtedy, gdy po zabieganym dniu zbliża się cotygodniowe spotkanie z takimi jak ty. W końcu — praca skończona, rodzina zadbana, sprzątanie też (albo i nie) — i bierzesz co masz zabrać, i idziesz.
Wychodzisz z domu, problemy zostają za tobą, co złe mija, myślisz: zaraz się zacznie, przyjdą te co zwykle, może ktoś nowy. Im jesteś bliżej, tym lżej robi ci się na duszy. Bo wiesz, że następne trzy godziny są twoje.